Kulinarne podróże po Warmii i Mazurach

Coraz większa świadomość tego, co jemy, poszukiwanie bogactw naturalnych oraz wyjątkowych miejsc, w których przebywamy czy wypoczywamy, skłaniają do przyjrzenia się temu, co kryją w sobie zasoby Warmii i Mazur. W kulinarną podróż po niecodziennych zakątkach z wyjątkową kuchnią, po regionie słynącym z czystej wody i malowniczej przyrody, zabieram dziś czytelników w rozmowie z Ewą Pe – blogerką kulinarną gustującą w kuchni wegetariańskiej i wegańskiej.
Miałam sposobność obserwować Ewę w kuchni, a także kosztować potraw, które wyszły spod jej rąk i płynęły prosto z serca. I choć sama mięsa nie unikam, skuszona kolorami i kwiatami zaserwowanymi na talerzu, przyznam, że dałam się ponieść czarowi potraw opartych na naturalnym bogactwie Warmii i Mazur. Miałam wrażenie, że nasza kuchmistrzyni nie chce przyćmić swoją energią tego, co chce przekazać swoimi daniami. Urzekła mnie także jej eteryczność w trakcie serwowania.


Pani Ewo, wegetarianizm czy weganizm to coraz popularniejsze trendy w żywieniu – rzekłabym nawet – umacniające się coraz bardziej. Pani doskonale umie korzystać z dobrodziejstw naszej natury. Skąd się wzięła pasja do gotowania, i to jeszcze w tak kolorowy i roślinny sposób?
Jest tyle osób, które zajmują się tradycyjną kuchnią, a ja chciałam spróbować czegoś innego. Przy moich zamiłowaniach do przyrody, sięgnięcie do kuchni wegańskiej czy wegetariańskiej było dla mnie czymś naturalnym. Wiele pasji bierze się z wczesnych odkryć, poczynionych jeszcze w dzieciństwie. Pochodzę z niewielkiej miejscowości Zyndaki koło Mrągowa, gdzie od najmłodszych lat fascynowały mnie okoliczne ogródki, pola i łąki. Już wtedy zbierałam kwiaty i trawy, a mama miała serdecznie dość mojej szybko więdnącej pasji. Ponadto, często zostając w domu sama z bratem, chętnie gotowałam i już wtedy przywiązywałam dużą wagę do przyozdabiania serwowanych potraw dobrami natury. To zostało mi do dzisiaj.

I co było dalej?
Jako że kwiaty, trawy oraz warzywa ciekawiły mnie swoją formą, kolorem, kształtem i strukturą, zaczęłam fotografować naturę. Tak oto uwidoczniły się moje zamiłowania plastyczno – artystyczne. W związku z tym swoje pierwsze dorosłe kroki skierowałam do liceum plastycznego, a potem zaczęłam pracę w zawodzie grafika. Ale w pewnym momencie straciłam tę pracę i…
Niech zgadnę, tu nastąpił przełom w Pani życiu?
Myślę, że tak, bo kryzysy często przynoszą niespodziewane możliwości. Zmiany przyszły do mnie same, popłynęłam więc z nurtem rzeki. Miałam już wtedy bloga, ale zamieszczałam na nim przede wszystkim zdjęcia; traktowałam go jako swoisty zdjęciowy notatnik kulinarno – przyrodniczy. Pewnego dnia zadzwonił do mnie znajomy z liceum, Artur z Fajnego Miejsca, który znał moją miłość do gotowania. Zaczęło się banalnie. Artur powiedział: – Ewa przecież Ty ciągle coś pitrasisz, gotujesz, możesz też poczęstować swoimi potrawami gości? Pojechałam, ugotowałam i przegadaliśmy z gośćmi całą noc. Odbiór mojej kuchni sprawił, iż drogą pantoflową wieści o moich niecodziennych potrawach szybko się rozniosły. I tak oto często wracam do Fajnego Miejsca w Tłokowie na Warmii (www.fajnemiejsce.pl), które zostało stworzone przez Artura i Tomka. Obaj skończyli Akademię Sztuk Pięknych i przez kilkanaście lat projektowali ubrania. Prawie 10 lat temu stwierdzili, że osiedlą się na Warmii, rodzinnej krainie Artura. Zbudowali dom, do którego przez cały rok zaglądają goście i chcą kosztować moich pomysłów – czy to sałatki ze stokrotek, fiołków i bratków, czy też pasztecików marchewkowo-orzechowych albo torciku z daktyli i orzechów nerkowca.

Mamy Fajne Miejsce, ale wiem, że jest kilka innych lokalizacji na Warmii i Mazurach, które odwiedza Pani regularnie. Czy wybór miejsc determinuje jakiś specjalny klucz?
Szukam miejsc głęboko osadzonych w naturze. W ich wyborze kieruję się przede wszystkim intuicją. Albo one odnajdują mnie, albo sama kontaktuję się z właścicielami, którzy mnie zaciekawią. Historie tych ludzi potrafią mnie inspirować. Są to osoby najczęściej przenoszące się z dużych aglomeracji na wieś, aby odnaleźć nowe życie. Ich chęć bycia blisko natury jest dla mnie najważniejsza i sprawia, że chętnie wkradam się na moment do ich kuchni. Właściciele miejsc z klimatem, gdzie gotuję, ożywiają tkankę regionalną i tworzą, według mnie, nową jakość. Tam czuję się najlepiej.

Samo gotowanie to już wielka przyjemność. Myślę jednak, że nie sam garnek i jego zawartość odgrywają tu główną rolę. Odnoszę wrażenie, że każdy Pani posiłek to swoista kulinarna podróż po bogactwie Warmii i Mazur. A podróże, jak wiemy, poszerzają horyzonty, otwierają w ludziach nieznane pokłady energii i kreatywności.
Tak – stanowczo tak – gdy gotuję dla osób, których nie znam, to zauważam, jak niesamowitą rzeczą jest wspólne gotowanie, a potem biesiadowanie przy stole. Jak zmienia się energia ludzi wraz z każdym kęsem. Goście, siadając do stołu, potrafią być spięci i czasem nawet niemili; potrawy podane inaczej, z mnóstwem kwiatów, sprawiają, że wszyscy zaczynają rozmawiać, otwierać się, opowiadać o problemach, o rodzinach. Sprawdza się tu znane wszystkim powiedzenie – przez żołądek do serca.
Oprócz Fajnego Miejsca, gdzie chętnie Pani zagląda?
Kwaśne Jabłko (www.kwasnejablko.pl) i Moniówka (www.moniowka.pl) to kolejne miejsca, w których odnalazłam dobrą energię do gotowania. Oba położone na Warmii, która ma w sobie magiczną moc przyciągania ciekawych ludzi.


Jakie bogactwa Warmii i Mazur najchętniej wykorzystuje Pani w swoich potrawach?
Kwiaty, przede wszystkim piwonię, stokrotki, a także buraki, boćwinkę, której kolorowe liście, lekko zblanszowane, można wykorzystywać do zawijania różnych innych cudowności. Serwuję też jarmuż na różne sposoby, brukiew, skorzonerę oraz zioła, np. ogórecznik, mający kolor niebieski, a smak ogórkowo – melonowy. Jest on w całości jadalny, a przygotowuje się go jak szpinak. Co ciekawe, na bazie ogórecznika można stworzyć olejek regenerujący do twarzy.


A gdzie się Pani w te wszystkie składniki zaopatruje?
Mam to szczęście, że spotykam ludzi, którzy chcą się dzielić dobrodziejstwami ze swoich ogródków. Jakby czuli, że nie zmarnuję tych roślinek. Często zaglądam do PGR Tłokowo, gdzie u Łukasza kupuję skorzonerę i jarmuż, melony, ogórki gruntowe i pomidory, które rosną pod gołym niebem.


Oprócz gotowania na żywo, czy można Panią spotkać gdzieś w regionie i nabyć przygotowywane przez Panią cuda?
Można mnie spotkać tylko na Warmii i Mazurach. Pomimo otrzymywania zaproszeń do gotowania w innych zakątkach Polski, to tu czuję się najlepiej i wciąż mam wiele miejsc do odkrycia. Jestem bardzo związana z regionem. Od 1 czerwca do 30 września w każdą sobotę (w godz. 9:00-12:00), podczas Eko Targu w Jezioranach, oferuję np. pasztety roślinne bezglutenowe czy desery wegańskie. Organizatorem już czwartej edycji targów jest Fundacja Revita Warmia, prowadzona przez Rafała i Marcelinę Mikułowskich (www.revitawarmia.org). Obecni są tam i inni lokalni wystawcy. Można na przykład spotkać Stefana z kozimi serami (www.owczarnialefevre.com), nabyć mydełka produkowane w Kwaśnym Drzewie, czy też miody z pasieki położonej nieopodal Jezioran (www.siedlisko-pasieka.pl).
W tym roku na pewno będę serwowała lunche wegańskie, również w nowych miejscach – Młynie Patryki (www.mlynpatryki.pl) oraz Leśniczówce Gaja (www.lesniczowkagaja.pl).

Chętnie też aranżuję obiady w trawie.
A na czym one polegają?
Na polu ustawiam stolik, gdzie goście mogą skosztować tego, co wyczaruję. I proszę sobie wyobrazić ten moment, gdy w trakcie posiłku w tle słychać przejeżdżający kombajn (śmiech).
Czyli będą nowe miejsca i zapewne nowe aranżacje na talerzu. A jakie inne plany, marzenia snuje Ewa Pe?
Wielu znajomych namawia mnie do napisania książki. Niektórzy nawet myślą, że ja już ją mam (śmiech). Miłe to. Może kiedyś to uczynię – pokażę naturę przez pryzmat ciekawych miejsc, ludzi, którzy w nich żyją, ich historii. To mógłby być doskonały przewodnik po Warmii i Mazurach. Albo będę mieć swoje miejsce, do którego będę zapraszać do wspólnego gotowania. Chciałabym też pokazywać ciekawe miejsca w regionie poprzez wydarzenia kulinarne.

Pani Ewo, Pani plany – podobnie jak kuchnia – brzmią bardzo smacznie! Życzę ich realizacji i dziękuję z rozmowę.

Na koniec dodam tylko, że zarówno w trakcie rozmowy, jak i w momencie kosztowania potraw, wyczułam u Ewy ogromną radość z tworzenia, zgłębiania tajników kuchni wegańskiej. Tą wiedzą Ewa chętnie się dzieli. Więcej o Ewie i jej pasji znajdziecie na: www.ewape.blogspot.com.

Rozmawiała: Justyna Szostek

Może Cię także zainteresować /You may be also interested in

Uwaga ! Love W_M używamy ciasteczek ! Kontynuując przeglądanie tej strony, zgadzasz się na to z premedytacją ! [Więcej]

Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. Klikając przycisk "Akceptuję" oświadczasz że się na to zgadzasz !

Zamknij