Karol Okrasa

Categories ❤W_M

Panie Karolu – słyszę, że jest Pan w drodze – czy zmierza Pan na Mazury albo Warmię?

Żałuję, ale tym razem jadę w przeciwnym kierunku. Natomiast latem na pewno skieruję swoje kroki do moich przyjaciół na Mazurach. Jestem również w trakcie planowania kolejnych nagrań do mojego programu (Okrasa Łamie Przepisy – przyp. red.) i myślę ciepło o waszym regionie.

Większość turystów kojarzy nasz region jedynie z jeziorami, czyli Mazurami. A mamy przecież też Warmię – która kraina bardziej Pana urzeka, fascynuje?

Tak naprawdę i Warmia, i Mazury mają według mnie wiele do zaoferowania. Jeziora są oczywistym atutem, dla których warto wybrać się na północny wschód. Warmia dla mnie to cały splot fantastycznych rzek i lasów. To one, obok łowienia ryb i uprawiania turystyki wodnej, sprawiają, że wyraziście
postrzegam i tę krainę. Ponadto turystyka kulinarna na Warmii doskonale się rozwija i rozwijać powinna. Bardzo ciekawym rysem Warmii są wpisujące się w naturę gospodarstwa agroturystyczne, które są właśnie przykładem, że można uprawiać i żyć z turystyki kulinarnej. Jednakże obie krainy są mi bliskie i nie dam się nigdy namówić na wybór tylko jednej. Powód jest prosty – zarówno na Warmii, jak i na Mazurach mam mnóstwo znajomych, zrealizowałem wiele programów. I tu, i tu było ciekawie, zaskakująco, bardzo odkrywczo.

A jakie ma Pan wspomnienia z pierwszego pobytu w naszym regionie?

Sięgają one dawnych czasów, jeszcze z lat studenckich. Byliśmy z moją obecną małżonką na pierwszych wspólnych wakacjach w Iławie, a konkretnie na wyspie Wielka Żuława. Mieliśmy wówczas wrażenie, że przeprawa promem z lądu na wyspę zajmuje tyle, ile rejs przez Bałtyk. Jako, że nie było wtedy za bardzo hoteli czy gospodarstw agroturystycznych, zamieszkaliśmy w namiocie – byliśmy przecież studentami. Pamiętam też, że podroż z Warszawy do Iławy trwała lata świetlne – przemieszczaliśmy się naszym rozklekotanym maluchem (teraz podróż szybkim pociągiem z Warszawy do Iławy trwa 1:39 – przyp. red).

Jak wówczas radziliście sobie kulinarnie? Restauracji przecież nie było …i sam Pan mówi, byliście studentami.

Dobór produktów był ograniczony. Ponadto była nas duża grupa, gotowaliśmy najczęściej makarony na różne sposoby, podawane wieloporcjowo w tej
samej misce, w której się wszyscy myli. Podczas takich wypraw odkryć można było wiele. Chociażby fakt, że miska może mieć wiele zastosowań – do jedzenia, mycia i siebie, i naczyń.

Przygotowując się do rozmowy, zauważyłam, że jest Pan częstym gościem na Warmii i Mazurach. Co Pana tu przyciąga ? Gdzie bywa Pan najczęściej?

Klucze wyboru miejsca są dla mnie bardzo proste. Są dwa powody– prywatny – tak jak wspomniałem, mam u was wielu przyjaciół i znajomych, których często odwiedzam, bo lubię spędzać z nimi czas, dobrze odpoczywam. Drugi to zawodowy –jeździmy zawsze tam, gdzie nas chcą przyjąć, jeździmy tam, gdzie ludzie chcą podzielić się czymś ciekawym, czyli wybieramy te miejsca, które nas urzekają pod kątem przede wszystkim kulinarnym. Mogą to być miejsca, w których robi się konkretną potrawę albo lokalne produkty.

Które miejsca w takim razie najbardziej utkwiły Panu w pamięci?

Wielkim sentymentem – prywatnym i zawodowym darzę Stare Jabłonki koło Ostródy. Przez wiele lat jeździłem tam i jeżdżę; realizowałem i realizuję materiały, które, mam nadzieję, uwiecznią ich wyjątkowość. To właśnie Darek Struciński – Szef Kuchni Hotelu Anders**** w Starych Jabłonkach, przedstawiał mi tę wspaniałą krainę i to on zaraził mnie miłością do Warmii i Mazur. To także sentyment, bo to wspólnie z Darkiem nagrywaliśmy pierwsze programy o regionie (Sielawa Blues – przy red.). Pamiętam też program o wędzeniu realizowany w Guzowym Piecu, który położony jest między Ostródą a Olsztynem. Doskonale pamiętam również program w Iławie, o wędzeniu węgorza z fantastycznym człowiekiem – Mariuszem Jackowskim z gościńca Zielony Zakątek, z którym jak się okazało mam wiele wspólnego. We wczesnych latach chciałem zostać mechanikiem samochodowym a zostałem kucharzem, a on został mechanikiem, natomiast teraz przebranżawia się i jest całkiem nieźle radzącym sobie kucharzem. Odrestaurował wędzarnię dziadka i robi w niej znakomite rzeczy. Zakręcony pozytywnie człowiek, który znalazł pomysł na życie, robi coś z pasją . To jest potwierdzenie tego, że to człowiek z pasją jest najważniejszy. Musi być autentyczny. Natura, jaka jest na Warmii i Mazurach jest w tle i jest gwarantem, że to wszystko jest autentyczne.

Mile wspominam też nagrania z Rybna położonego koło Dąbrówna. Tam zwiedziliśmy mnóstwo lasów, gospodarstw agroturystycznych. Miejsca te urzekły mnie bogactwem dziczyzny, którą zająłem się w programie bardzo szeroko. Tam właśnie narodził się na to pomysł, bo spotkaliśmy wspaniałego myśliwego, będącego jednocześnie leśnikiem, który doskonale orientował się w leśnych meandrach – zarówno flory, jak i fauny. W programach nie chodzi nam tylko o pokazanie potrawy, ale przede wszystkim o zrozumienie na czym polega gospodarka leśna. Tam zaczęliśmy promować dziczyznę, a także jadalne zioła z lasu. Nie wiem czy mogę wspomnieć, ale tym człowiekiem jest obecny wójt Tomasz Węgrzynowski, dla mnie natomiast człowiek z pasją, który promuje region!

Rozmawiamy przede wszystkim o zachodniej części Warmii i Mazur. A obszar Wielkich Jezior Mazurskich, czyli wschód regionu?

Tak – pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy to Mikołajki (piszemy o nich na str 57–60 – przyp. red). Tam łowiliśmy stynki – maleńkie, mieniące się rybki o zapachu świeżego ogórka. Wielki to rarytas i rzadki – można je łowić tylko zimą. Mikołajki są miejscowością, która jednoznacznie kojarzy się z latem, jeziorem. A my przez pryzmat kulinarny chcemy właśnie pokazać, że to zimą Warmia i Mazury są bardzo atrakcyjne, między innymi dzięki możliwości połowów stynki. Zachęcam zatem do przyjazdów nad jeziora również poza wakacjami. Wówczas też, poza aspektami kulinarnymi, można odetchnąć od ich codziennego gwaru.

Coraz częściej zwracamy uwagę na to co jemy; realizowane przez Pana od wielu lat programy kulinarne czy też telewizyjne konkursy kulinarne zwiększają świadomość w zakresie żywienia. Wiele osób, wybierając miejsce na wypoczynek, wręcz kieruje się dostępnością lokalnych produktów, smaków będących bliżej natury. A jakie smaki odnajduje Pan na Warmii Mazurach?

Zawsze opisuję potrawy przez pryzmat produktów – i u was przede wszystkim zwracam uwagę na dziczyznę, ryby, ale i owoce lasu – grzyby czy zioła. Lubię czuć aromat wędzenia, marynowania. To one otwierają magiczną szafę, w której są zawarte staropolskie przepisy, do których często i chętnie nawiązuję.

I na koniec – lato zapowiada się upalnie. Co poleca Pan na ugaszenie pragnienia – lody a może chłodnik? A gdyby trochę popadło – to co na rozgrzanie ?

Na upał na pewno chłodnik sporządzony na bazie zsiadłego mleka, nie jogurtu. Natomiast na rozgrzanie, na tej samej bazie, można zrobić doskonałą zupę botwinkową, najlepiej na wędzonych żeberkach. Generalnie na każdą pogodę polecam zupy – to one powinny zagościć na co dzień w naszym menu, bo są doskonałym ratunkiem przy każdej aurze. Są też prawdziwą bombą witaminową, a jak wiadomo witamin nigdy przecież dosyć.

fot. Wiktor Zdrojewski